• Wpisów:40
  • Średnio co: 39 dni
  • Ostatni wpis:4 lata temu, 17:05
  • Licznik odwiedzin:1 870 / 1639 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
drinny2122.blogspot.com
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
A w lustrze nie tylko zobaczyła swoje odbicie, ale również odbicie mamy.
- Mamo- szepneła cichutko
- Córeczko, proszę Cię, abyś nikomy nie ufała, abyś nie zrobiła jakiegoś głupstwa tak jak ja- głos jej mamy rozległ się po całym pokoju.
Lena odwróciła się, aby zobaczyć, czy za nią stoi jej mam, ale nikogo tam nie było, jednak gdy odwróciła się do lustra, znów ujrzała swoją mamę,
- Mamo, ale jakim cudem, jak to możliwe- mówiła nadal szeptem
- Nie mogę Ci tego powiedzieć to zbyt skomplikowane- westchnęła Suzan, jej ukochana mama
- A co możesz mi powiedzieć??!! Co??!!- Lena zaczeła szlochać
- Nie ufaj nikomu, nie słuchaj się nikogo, gdy będą Ci czegoś odradzać- mówiła jej mama niezrozumiałym szyfrem
- Ale czego, ale czego będą mi odradzać??!!- próbowała się dowiedzieć
- Nie mogę Ci powiedzieć w dniu swoich 17 urodzin dowiesz się- uśmiechnęła się do niej
- Mamo, proszę powiedz mi co się dzieje, dlaczego nie żyjesz??!!- rozpacz
- Nie wiem kto, dlatego ty musisz się dowiedzieć, musisz skończyć to co
ja zaczełam oraz musisz wybrać dobrą drogę, będziesz miała dużo misji- powiedziała jej mama z powagą
- Misji?? Czy ty byłaś agentką??!!- zdziwienie
- Nie, jasne, że nie- zaśmiała się smutno
- Mamo tęsknie za Tobą- Lena dotknęła ręką odbicie mamy
- Też tęsknie, ale musisz być silna, nie dla mnie lecz dla siebie. Pamiętaj o tym- odbicie jej mamy zaczeło się rozmywać
- Nie odchodź!!- krzyk
Lecz było już za późno, odbicie mamy zniknęło. Lena osuneła się na połogę. Jej ciałem wstrząsały dreszcze płaczu i smutku. Usłyszała za sobą kroki.
- Cio Ci się stało??- zapytała Lucy
- Nic kochanie- Lena otarła łzy
- Przecież płaczesz- powiedziała smutna Lucy
- Bo zgubiłam moją torebkę- wymyslila cos na szybko Lena
- Tio ide ją poszukać- Lucy wyszła z pokoju, aby poszukać torebki
Lena wstała z klęczek i wyszła z domu musiała się przewietrzyć.
 

 
Przepraszam was kochani, że tak długo niepisałam. Dzisiaj dodam kolejną część czyli 19. Kto jest ze mną i chce, abym pisała dlaje, niech pisze w komentarzach. Jeszcze raz przepraszam i mam nadziję, że dalej będziecie śledzić losy naszej bohaterki.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zaczeła się lekcja plastyki. Jej ulubiony przedmiot, rysowala tak pięknie, że aż zapierało dech w piersiach. Tego dnia mieli narysować, coś lub kogoś co dla nich było najważniejsze i czuli się bezpiecznie gdy patrzyli na to. Lena narysowała białe skrzydła. Nie wiedziała dlaczego, może dlatego, że przypominały jej mamę lub może dlatego, że przypominały jej anioła stróża, który czuwa nad nią. Ale to było nie możliwe bo ona nie wierzyła w takie rzeczy.
- Leno co narysowałaś??- wyrwał ja głos nauczycielki z rozmyśleń
- Yyyyy narysowałam skrzydła- odpowiedziała
- A dlaczego??- zdziwiła się pani
- Bo przypominają mi mamę- odpowiedziała cichym głosem, lecz każdy ją słyszał, tak jakby to wykrzyczała
- Aha - pani po razm pierwszy nie wiedziała co odpowiedzieć
Ciszę przerwał dzwonek na przerwę. Wszyscy wyszli z klasy razem z Leną. Poszła do łazienki, bo chciała być sama, a tylko tam mogła zaznać prywatności. Gdy miała zamiar otworzyć drzwi od łazienki, poczuła przeszywający ból w plecach. Upadła na podłogę i uderzyła się w głowę. Straciła przytomność.
Obudziła się kilka godzin później. Nie wiedziała gdzie jest, ale po chwili rozpoznała to miejsce była w gabinecie taty..
- Tato dlaczego, jestem tu, a nie na przykład w szpitalu??- spytała zdziwiona
- Nie potrzeby Ci szpital, pani do mnie zadzwoniła, że zemdlałaś, więc po Ciebie przyjechałem- usłyszła głos taty
- Aha, nie powiem, że mnie to nie dziwi, no ale cóż- powiedziała
- Czy bolą Cię plecy, czy wtedy gdy zemdlałaś to bolały Cię plecy??- zapytał tata jakby je wogule nie słuchal
- Hmmmm no tak, ale skąd Ci to przyszlo do głowy??- zdzwiona podniosła bolacą głowę
Tata się do niej odwrocił i poraz pierwszy zobaczyła w jego oczach łzy.
- Błagam obiecaj mi, że Cię nie stracę- powiedział tata drżącym głosem
- Obiecuje tato, ale dlaczego miałbyś mnie stracić??- zadzwiła się poraz kolejny tego dnia
- Ehhh dowiesz się kiedyś się dowiesz- westchnął- A teraz idź do pokoju i odpoczywaj
Lena wstała z kanapy i poszła do swojego pokoju. Gdy właśnie zamykała drzwi znowu poczuła ból w plecach. Uchwiciła swoje odbicie w lustrze. Nie mogła uwierzyć w to co zobaczył. To przecież było niemożliwe.
- Nie to nie może być prawda, to tylko sen- nadal wpatrywała się w swoje odbicie w lustrze, a tam zobaczyła...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
- Tylko nie mów, że to ty zabileś mamę- Lena zaczęła cofać się do drzwi
- Nie no coś ty córciu, przecież wiesz jak bardzo kochałem mamę- spojrzał na nia zdziwiony
- No tak masz racje i uff- usiadła na kanapie na przeciwko biurka taty
- A więc, racja mama nie miała wypadku samochodowego... Mamę zamordowali dwaj chłopacy, nie widziałem ich twarzy- opuścił wzrok na swoje drżące dłonie
- Jak, jak to mamę zamordowano, dlaczego- w niebieskich oczach Leny pojawiły się łzy
- Nie wiem dlaczego, po prostu była w nieodpowiednim miejscu o niedpowiedniej porze- wytłumaczył jej
- To nie możliwe, kto mógł mojej kochanej mamie coś takiego zrobić??!!- płacz zamienił się w głośne łkanie
Jej tata wstał z fotela i podszedł do niej i ją przytulił.
- Nie płacz córeczko- wyszeptał w jej włosy
Lena podniosła na niego wzrok, wstała i wyszła z gabinetu. Lekko drżącymi nogami szła schodami w górę.
- I co się dowiedziałaś??!!- spytał jej się brat, lecz gdy zobaczył jej łzy zamilkł
- Chodź do mojego pokoju- powiedziała
Lena i Kevin poszli do jej pokoju i usiedli na łóżku.
- Tylko mi nie mów, że to tata zabił mamę- spojrzał się na nią przerażony
- Nie no coś ty- powiedziała rozdrażniona
- To kto to zrobił??- zapytał się jej troszkę uspokojony.
- Tata mi powiedział, że mamę zamordowało jakiś dwóch chłopaków- powiedziała ze ściśniętym gardłem
- I nie wie kto to??
- Nie, bo nie widział ich twarzy- powiedziała troszkę uspokjona
Kevin pokiwał głową, że rozumie i wyszedł z pokoju, a ona sama poszła się umyć, a potem zapadła w głęboki sen. Był słoneczny ranek gdy się obudziła. Ogarneła się i zeszła na śniadanie. Zjadła jajecznice i wyszła do szkoły. Poszła na przystanek autobusowy, musiała poczekać kilka minut zanim autobus przyjechał. Lena wsiadła do niego i usiadła koło Sary, która już na nią czekała. Sara przywitała się z nią i zaczeły rozmawiać. Lena opowiedziała jej o tym co się dowiedziała od taty. Gdy obróciła głowę, aby zobaczyć gdzie są. Jej wzrok napotkał jakiegoś chłopaka. Przyjrzała się mu dokładniej, skądś go znała. No tak przecież to był Max, który rozmawiał z Dominikiem, a raczej James`em.
- A no właśnie, wiesz Saro, że Dominik to James??- przypomniało jej się, że miała o tym poinformować swoją przyjaciółkę
- James??- zdziwila sie- A skąd ty to wiesz??
- A no, podluchałam jego rozmowę z jakimś Maxem- usmiechneła się do niej
- No tak ty i ta twoja kultura- przwrociła oczami
I w tym samym momencie dotarli na miejsce.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
- Czego chcesz??- warknęła
Jej brat Kevin wszedł do pokoju.
- Mam dwie sprawy..- powiedział
- Jakie??- pośpieszała go
- Pierwsza to taka, że tata chce z Tobą porozmawiać, a druga to taka, że JA chce z Tobą porozmawiać- powiedział z naciskim na Ja
- Nie chcę gadać, ani z Tobą, ani z tata
- Proszę, to zajmię Ci tylko chwilkę- popatrzył na nią błagalnie
- No dobrzee, mów tylko szybko- westchnęła
- Dobrze, chcę Cię tylko przeprosić, nie powinieniem Cię oskarzać o śmierć mamy bo Cię tam nie było, tak sami jak mnie- uśmiechnął się do niej lekko
- Przeprosiny przyjęte, brakowało mi Ciebie- przytuliła się do niego
- Mi Ciebie t- niedokończył
- Zaraz, zaraz powiedziałeś, że nie było Cię przy śmiercu mamy.- przerwała mu
- No taaak- powiedział powoli
- Ale to nie możliwe, bo tata mi powiedział, że ty z nimi byłeś- zmarszczyła swoje piękne brwi
- Okłamał nas??!!- powiedział wkurzony Kevin
- A jak tata przyszedł po wypadku to miał jakieś zadrapania??!!- zapytała mu się
- Wtedy nie zwracałem na to uwagi, bo byłem w szoku, ale jak teraz to sobie przypominam tooo, zadziwiające, ale nie, nie miał żadnych zadrapań, ani nic- zastanawiał się
- Interesujące- Lena podrapała się po głowie- Dobra ja pójdę do taty i z nim pogadam
- Idę z Tobą- powiedział
- Nie, ty zostajesz i potem Ci wszystko powiem- zaprzeczyła
- Ehhhh no dobra- zgodził się z westchnieniem
Lena wyszła ze swojego pokoju zostawiając Kevina samego. Zeszła na dół, aby poszukać taty i wyjasnic to kłamstwo. Znalazła go w gabinecie. Zapukała, a potem nie czekając na odpowiedź weszła do gabinteu.
- Tato, możemy pogadać?? Zajmie Ci to tylko kilka minut- spytała błagalnym głosem
- Jestem teraz zajęty- odpowiedział lodowatym głosem
- Ty do cholery zawsze jesteś zajęty, i nie możesz mi poświęcić kilka minut??!!- zapomniała się Lena
- Uważaj dziecko na słownictwo, no dobrze, ale streszczaj się- odwrocił się do jiej
- Dlaczego nas okłamałeś??- walneła prosto z mostu
- W jakiej sprawie??- zadzwił się
- W śmierci mamy, rozmawiałam z Kevinem. Go nie było przy śmierci mamy, a ty mówiłeś co innego. I jakim cudem nic Ci się nie stało?? Żadnych zadrapień, ani nic!!- podniosła lekko głos
- Dobrze, córeczko powiem Ci jak to na prawdę było..- potarł zmęczoną ręką twarz
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Lena chciała się o coś spytać Sarze, ale pani od biologii zaczeła coś gadać o sprawdzianie.
- O nie, kolejny sprawdzian- pomyslała Lena
Po skończonych wszystkich lekcjach, Lena bez Sary poszła jeszcze na chwile do łazienki szkolnej. I gdy tak sobie przemierzała korytarz szkolny, usłyszala zanjomy głos.... Należał do Dominika,na ten drugi??
- Max, ale ja, przecież nie wie. Nie wyczaruje jej ot tak- powiedział rozdrażniony Dominik
A ten drugi najwidoczniej to Max. Hmmm dziwne Lena nigdy nie widziała takiego chłopaka, i nie słyszała tego imienia. Przyjrzała się bliżej temu chłopakowi. Miał blond włosy, blond to mało powiedziane, on miał złote włosy. Oczy już z daleka mogłaby rozpoznać. Były zielone. Nie jakieś tam zwykłe zielone, ale jaśniały zielenią.
- James, ale my musimy ją znaleźć- wyrwał ją głos z rozmyśleń
Lena spojrzała się z niedowierzaniem na Maxa. O jakim on James`sie on do cholery gada??!! Zastanawiała się coraz bardziej.
- Dobra, postaram się ją znaleźć, ale nic nie obiecuje- powiedział Dominik lub James już sama nie wiedziała
- Dobra, daj znać jak coś się dowiesz James- powiedział Max
- James??!!- powiedziała głośniej niż zamierzała
Chłopacy się odwrócili w jej strone
- Lena??- zapytał z niedowierzaniem Dominiko James
- Taaaakk, ja przynajmniej ma jedno imię, a nie tak jak ty- przewróciła oczami
- Masz dwa imiona??- skierował te pytanie do Dominika
- Taaa, raczej nie no sam nie wiem. Jestem James, ale w szkole mówią domnie Dominik- zaczerwienił się właściciel dwóch imion
- Dominik..- parsknął Max
- Nie mówią tak do Ciebie, tylko po prostu sam się tak podajesz- wzruszyła ramionami Lena
- Ostra ta twoja koleżaneczka- wyszczerzył zeby kolega Dominika
- Dobra ustalmy jedną rzecz, jestem James i od tej pory wszyscy do mnie tak mówią.- przerwał mu
- Spoko, tylko powiedz to swoim kolegom i nauczycielom- uśmiechnęła się do niego
- Max, mi się tylko wydaje, czy ty miałeś już iść??- warknął James od teraz
- Dobra, dobra idę- mruknał
Max odszedł, a Lena podeszła bliżej do James`a i uderzyła go w twarz.
- A to za co??!!- spytał jej się ocierając przy tym policzek
- I jeszcze się pytasz??!! Okłamałeś mnie i jeszcze kazałeś mi żebym Ciebie lepiej poznała, ale jak ja mam Cię poznać jeżeli ja do cholery nawet nie wiem jak masz na prawdę na imię.- krzykneła
- No James...
- Wrrr, nie wkurzaj mnie!! I nie kłam!! Ty, ty, ty, pustaku!!- Lena ciężko oddychała, nie mogła złapać oddechu
- Jaka ty humorzasta jesteś- wyszczerzył do niej żeby mimo jej złości
Lena nie odpowiedziała już nic, tylko odwróciła się na pięcie i wyszła ze szkoły. Musiała cała drogę pokonać pieszo, bo przez tego James`a uciekł jej autobus.
- James, ludzie jak on mógł tak kłamać, choć te imię do niego pasuje- sama do siebie mówiła
Po 45 minutach dotarła do domu. Rzuciła torbę na blat od kuchni i poszła do swojego pokoju. Chciała zamknąć drzwi, ale zatrzymała je czyjaś stopa, należała ona do jej brata...
 

 
O godzinie 18 Lena i Lucy poszły do domu przed tym żegnając się z Dominikiem. Lena pomogła Lucy się umyć, a potem położyła ją do łóżka. Przeczytała jej książke / Kubuś Puchatek/, gdy mała już usneła Lena wyszła z jej pokoju zamykając przy tym drzwi. Poszła na dól do kuchni zrobić sobie coś do zjedzenia. Wyjeła ciasto z lodówki i położyła je na blacie.
- Gdzie ty byłaś??- usłyszała za sobą głos
Lena odwróciła się przestraszona.
- Tato wystraszyłeś mnie!!- powiedziała oburzona
- Zadałem Ci pytanie- mówił dalej jej tata nie zważając na to co mówi jego córka
- No przed wyjściem krzyknełam do Ciebie, że zabieram Lucy do parku.
- A, czy ja się zgodzłem??- groźnie uniósł brwi
- No nieee, nie wiem z resztą bo nie odpowiedzialeś mi na moje pytanie- powiedziała z ociąganiem
- Następnym razem może zaczekaj na moją odpowiedź- krzyczyknął na nią
- A od kiedy ty tak się martwisz co ja robie, co?? Nigdy Cie nie obchodziłam, tylko mama mnie zauważała!! Byłam dla Ciebie jak powietrze, a może byłam tylko pomyłką, co?? Nigdy mi nie powiedziałeś, że mnie kochasz!! Nigdy! A ja Cie potrzebuje, zrozum to!! To że juz mam 16 lat, a za kilka tygodni 17 to nie znaczy, że nie potrzebuje miłość!! A może nawet zapomniałeś kiedy mam urodziny??!!- rozpłakała się i zostawiła tatę z tymi pytaniami nie czekając na odpowiedź
Pobiegła do pokoju i zatrzasneła za sobą drzwi. Rzuciła się na łóżko i wzieła poduszkę w ręce. Przytuliła się do niej i pozwoliła łzą płynąć pi policzkach. Gdy płacz ustał i troszkę sie uspokoiła poszła się umyć, aby później znowu położyć się do łóżka i zasnąć.
Był ranek kiedy się obudziła. Spojrzała na zegarek i uświadomiła sobie, że jak się nie pośpieszy to zaraz spóźni się do szkoły. Lotem błyskawicy pobiegła do łazienki umyła się i założyła to co jej wpadło w ręce, a była oto bluzka asymetryczna w tygrysa i czarne rurki. Spojrzała się na swoje odbicie w lustrze.
- No, no może być- uśmiechnęła się do swojego odbicia
Wzieła plecak w ręce i zbiegła ze schodów, a raczej zeskoczyła. Złapała w rękę bułkę i wybiegła z domu. Miała szczęcie bo zdążyła na autobus do szkoły. Usiadła na swoje stałe miejsce. Po dziesięciu minutach była już na miejscu. Wyszła z autobusu i pobiegła do szkoły. Znalazła swoją klase i weszła do niej. O dziwo nie spóźniła się na lekcje biologii, bo pani
jeszcze nie było. Usiadła w ławce i zauważyła, że nie ma jej przyjaciółki Sary.
- Może się spóźni- pomyślała
I miała rację. Sara przyszła trzy minuty po niej.
 

 
Odwraca się i widzi Dominika.
- O, nie tylko nie on- pomyślała
- Hej, co u Ciebie słychać??- zapytał się z uśmiechem
- Byłoby dobrze gdyby Cię tu nie było- mrukneła
- Wbrew pozorom słyszałem to i zastanawiam się dlaczego mnie tak nienawidzisz, przecież nic Ci nie zrobiłem, wręcz przeciwnie uratowałem Ci życie- przypatrywał jej się swoimi niebieskimi jak morze oczmi
- Może, że jesteś arogancki, pewny siebie, ciągle się mnie czepiasz, praktycznie Cię nie znam, myślisz, że jesteś najładniejszy i wszystko Ci wolno- wybuchneła złośćią
- Nie jestem najładniejszy, tylko najprzystojniejszy i nie uważam, że wszystko mi wolno, ale większość rzeczy owszem. I właśnie nie rozumiem tego, nie znasz mnie, a już mnie oceniasz i nienawidzisz- wyszczerzył się do niej ukazując białe jak śniej zęby
- Właśnie o tym mówie, i może lepiej, że Cie bliżej nie znam !!- powiedziała to nieci spokojniejszym tonem
- No to mam na to rozwiązanie, dowiedz się o mnie jak najwięcej- uśmiechnął się
- Niby jak??- przewróciła oczami
- Po prostu spędzaj ze mną jak najwięcej czasu- zaproponował
- Ta i jeszcze czego!!
Ich jakże miłą pogawędke przerwala Lucy.
- Carmen, Carmen pobaw się ze mną- zawołała Lucy Lene po jej przezwisku
- Carmen??- zdziwił się Dominik
- Tak mnie nazywa najbliższa rodzina- wyjaśniła mu Lena
- A kto to??- zapytała zaciekawiona dziewczynka
- Nikt...- chciała powiedzieć Lena, ale Dominik ją wyprzedzil
- Dominik jestem, a ty pewnie piękna Lucy- uśmiechnął się
- Tak tak- podskoczyła Lucy klaszcząc w małe rączki
- Chodź Lucy, może pójdziemy na lody??- zaproponowała Lens, aby pozbyc się Dominika
- A Dominik, może iść z nami??- zrobiła słodkie oczka
Lena spojrzała się na Dominka, który zrobił minę niewiniątka.
- Ehhh dobra, chodź- powiedziała zrezygnowana
- Jupi jupi- krzyczała z radośći Lucy
I tak razem w trójkę poszli na lody. Kupili trzy lody o smaku czekoladowym. Nie chcialo im się siedziec w kawiarni, a więc wyszli na spacer. Lucy biegała po parku w tą i z powrotem, a Lena i Dominik szli w milczeniu.
- Spróbuj chociaż, mnie poznać- powiedział nagle
- Emm no dobrze spróbuje, ale nic nie obiecuje, bo nie jesteś typem człowieka z którym chciałabym spędzać wolny czas- odpowiedziała mu z obojętnośćia
Lena chcąc się obrócić, aby poszukać Lucy zauważyła, że ktoś im się bacznie przygląda.
- Lucy, Lucy chodź- zawołała Lena
Lucy w podskokach do niej przybiegła i złapała ją za rączke. Lena jeszcze raz się obróciła, aby zobaczyć czy ta osoba nadal ich obserwuje, ale nikogo już tam nie było.
- Hmmm dziwne, może mi się przewidzialo- powiedziała do siebie
- Coś mówiłaś??- spytał się jej Dominik
- Nic, nic tak do siebie mówiłam- uśmiechneła się do niego
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
Kiedy już wszyscy zebrali się pod grobem Suzan zaczeła się masza. Przez całą tą mszę Lena myslami była wszędzie tylko nie w rzeczywistości, chciała od niej uciec tylko niewiedziała jak. Nawet się nie spostrzegła kiedy skończyła się ceromnia. Dziewczyna pochyliła się nad grobem i położyła kwiaty. Nagle poczuła wielki ból w okolicach krzyża. Krzyknełaby gdyby nie to że ból ustał tak szybko jak się pojawił. Lena podniosła się i zaczeła przyjmować od wszystkich szczere kondolencje. Czasami powiedziała kilka słów, a czasmi po prostu kiwała głową. Po pogrzebie stała tam jeszcze jakieś pół godziny, ponieważ jej mama była bardzo lubianą osobą. Lena zauważyła kilka osób których wogule nie znała i pierwszy raz je na oczy widziała. Nagle podszedł do niej jej ojciec.
- Chodź, jedziemy do domu- powiedział tata bez żadnych emocji w głosie
Dziewczyna pokiwała głową, dając znak, że rozumie. Poszła do samochodu niosąc na rękach mała Lucy. Usadowiła ją w siodelku, a później sama koło niej usiadła. Do domu jechali w całkowitym milczeniu. Gdy już dotarli na miejsce Lena od razu pobiegła do pokoju. Ze wstrętem zdjeła sukienke i założyła krótkie spodenki i czarną bluzke za ramiąszkach. Usiadła na łóżku i wyciągneła album ze zdjeciami z szafki. Otworzyła go cicho przy tym wzdychając. Zdjęcia wiele się od siebie nie różniły jej mama z tatą z nią. Niektóre byly tylko z jej bratem i siostrzyczką. Aż dotarła do swojego ulubionego zdjęcia.. Na nim jej mama była w jej wieku. Podobno miała jakieś przedstawienie. Była ubrana w biała sukienkę oraz na plecach miała niesmowite skrzydła, białe skrzydła jak jej się wydawało anioła. Jednak nigdy nie widziała tak pięknych skrzydeł...Wyglądały jak prawdziwe. Lena nigdy ich niewidziała, ponieważ mama podobno je sprzedała od razu po przedstawieniu. Nigdy nie chciała jej powiedzieć dlaczego, tylko zbywała ją słowami / Córeczko po prostu już mi nigdy nie byłyby potrzebne/. I tyle, a więc Lena tylko zawsze mówiła Dobrze Dobrze. Nagle do jej pokoju wchodzi jej siostra, Lena szybko zamknęła album.
- O co chodzi, siostrzyczko??- uśmiechneła się do niej
- Czy, czy mogę dzisiaj z Tobą spędzić dzień, bo bo nie mam co robić- Lucy spuściła wzrok na swoje buciki
- Oczywiscie kochana- Lena nie mogła jej odmówić
- Chodź, może pójdziemy do parku??- zaproponowała
- Tak, tak- krzykneła Lucy z radośći, a tak dawno tego nie robiła
Lucy i Lena wyszly z jej pokoju.
- Tato zabieram Lucy do parku!!- krzykneła nie czekając na odpowiedź
Razej poszły do parku trzymając sie za rece. Po 15 minutach dotarły na miejsce. Lucy poszła na zjeżdzalnie i przy okazji zapozanała się z innymi dziecmi, a Lena usiadła na ławce. Zawsze ją dziwiło jaka jej siostra jest towarzyska, a była przecież taka mała. Lena siedziała na lawce zamyslona gdy nagle poczuła jak ją ktoś dotyka w ramię. Odwraca się i widzi......
 

 
Gdy Lena tak sobie jadła i jadła do jadalni weszła jej młodzsza pięcioletnia siostra. Podeszła do niej u siadła jej na kolana. Spojrzała się na nią swoimi pięknymi brązowymi oczkami.
- Tęsknie za mamą- powiedziała cichutko i w jej oczkach zaświeciły łzy
- Ja też za nią kochanien tęsknie, ale mamusi jest lepiej w niebie bo tam ma dobrze- wytłumaczyła jej jak najbardziej delikatnie
- Ale przecież z nami było jej tak bardzo dobrze, to dlaczego jej już z nami nie ma - nadal dociekała mała
- To już tak jest Lucy, na mamusie przyszedł już czas i nic z tym nie zrobimy- pogłaskała ją po złotych włoskach
Lucy jeszcze raz się do niej przytuliła, a potem zeszła z kolan i pobiegła do swojego pokoju. Lena nie mogła patrzeć ja jej kochana siostra cierpi. Poczuła wyrzuty sumienia, ze to przez nią Lucy nie jest już tym samym dzieckiem co kiedyś. Zawsze była uśmiechnięta, pełna radośći, a teraz chodzi całe dnie ze zwieszoną glówką i łzami w oczch. Właścicielka czarnych oczu skończyła jeść i poszła do salonu. Włączyła telewizje i zaczeła oglądać film pt. / Życie jak kruchy lód./ Film trwał dwie godziny, a więc skończył się o 22. Lena wyłączyła telewizor i powlokła się do łazinki. Umyła zęby i spojrzała się w lustro. Każdy jej mówił, że urodę miała po mamie. Choć ona sadzila ze nie wyglada tak dobrze jak ona. Jej mama miała czarne włosy, lecz proste, a nie jak ona lekko falowane. Oczy mamy były czarne jak węgielki, pełne radosći i tajemniczośći, a jej były lazurowe, nie widziała w nich nic szczególnego choć niektórzy sądzili inaczej. W końcu Lena odwróciła wzrok od swojego odbicia w lustrze nie mogła dłużej mysleć o mamie. Wyszła z łazienki i poszła do swojego pokoju. Położyła się do swojego łóżka i przykryła kołdrą w anioły. Nie wiedziała dlaczego, ale je mama miała bzika na punkcie aniołów były dla niej wzorem kochała każdą figurkę anioła. Gdy tak myślała w końcu zasneła. Rano na jej powieki spadały promyki swiatła otworzyła je i spojrzała z łóżka na okno. Pogoda była piękna jak za marzeń. Lena otworzyła okno i uderzyło ją gorące powietrze. Na niebie nie było, ani jednej chmurki. Zamknęla okno i poszła się umyć i ubrać. Zeszła na dół ubrana w rzeczy które kupiła. Powitały ją zdziwone spojrzenia.
- Coś nie tak??- spytała się
- Nie, wyglądasz cudownie córeczko- odpowiedział jej tato z miłym głosem. Dziewczyna trochę się zdziwiła, ponieważ tata już dawno nie mówił jej miłych słów.
- Carmen usiądź koło mnie- powiedział jej brat nazywając ją imieniem o którym zawsze marzyła. Kiedyś praktycznie każdy ją tak nazywał, ale od śmierci je babci Caroliny nikt jej tak nie nazywa, a ponieważ to babcia zaczela ją tak nazyważ to nikt inny nie chciał tego przypominać. Wiec kiedy uslyszała swoje jakby dawne przezwisko, aż stanela jak wryta, ale potem oprzytomniała i usiadła jesć śniadanie. Po posiłku cała rodzina pojechała na pogrzeb. Jechali około 30 minut. Po dotarcih zaprakowali na parkingu i wyszli z samochodu. Poszli pod grób Suzan, ponieważ tak miała na imię jej mama.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Dziekuje wam bardzo za to że komentujecie moje wpisy ciesze sie ze podobaja wam sie moje opowiadania. Znaczy to dla mnie bardzo duzo
:-) Mam nadzieje ze nastepne czesci tez sie wam spodobaja <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
-Ooo hej, jak miło Cie widzieć - powiedział z uśmiechnięty
-Hej, dość często na siebie wpadamy nie sądzisz ??- zapytala sie mu
- No faktycznie , może to przeznaczenie- powiedzial z blyskiem w oku
- Nie wierze w przeznaczenia- nagle z miłej dziewczyny stała sie lodowata bardziej niż królowa śniegu
- Nie chciałem Cie urazić choć nawet nie wiem czym mógłbym Cie.urazić -spojrzal sie jej głęboko w oczy
-Dobra skonczmy tą miłą pogawędkę bo musze iść do domu. odwrocila sie do niego tyłem
Lena poszła do swojego domu sfrustrowana tym że dla niej przeznaczenie brzmiało jak magia, a że nie wierzyła w nią ani jej nienawidzila to miała powód do złości . Nawet nie zauwarzyla gdy dotarla do domu. Zajrzala do gabinetu czy nie ma jej ojca i jak się spodziewala nie bylo go.
- Pewnie jest w pracy w swoim drugim gabinecie- powiedziala do siebie
Schodami poszla do góry do swojego pokoju. Otworzyla drzwi do pokoju i weszla. Odłożyła torbe i usiadla na łóżku , schowała twarz w ręce . Nagle drzwi do jej pokoju otworzyły sie z hukiem. Lena szybko podniosła głowę. W drzwiach zobaczyła swojego brata Kevina.
- O co chodzi??- zapytała zmęczona
- Jutro jest pogrzeb mamy o godzinie 10 rano, tata prosil zebys byla juz gotowa gdy bedziemy mieli jechac- powiedzial
- Dobrze, ale dlaczego jutro?? Mial byc za dwa dni.- zdezerientowana spojrzała na niego
- Nie wiem dlaczego ale tata kazał mi to powiedzieć wiec to zrobiłem i tyle- powiedział to a potem z trzaskiem zamknął drzwi. Lena do siebie c cicho westchnelą . Zastanawiała się czy jej brat już zawsze bedzie dla niej taki. A zawsze rozmawiali ze soba nie mal kazdy jej zadroscil tego jak dogaduje sie ze swoim bratem, a teraz wszystko runelo jak domek z kart, a to wszystko tylko dlatego ze nie pojechala na ten głupi wyjazd. Spojrzała sie na zegarek byla godzina 20.
- Już tak późno ??- pomyślała
Zeszła na dół na kolacje. Zrobiła sobie jajecznice z bekonem. Usiadła do stołu i zaczela ja jeść.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Spojrzała na ekran telefonu, a na nim widniał numer, którego nie znała. Wachała się czy odebrać, czy nie, ale w końcu stwierdziła, że nie odbierze. Westchneła ciężko opodając z powrotem na łóżko. Nagle do jej pokoju wtargnoł tata. Oznajmiając jej, że za dwa dni odbędzie się pogrzeb i wypadałoby, żeby kupiła sobie jakąś czarną i elegancką sukienkę. Lena spojrzała się na niego ciężkim wzrokiem, pokiwała głową na znak zgody, tata położył jej pięniądze na biurku, później wyszedł. Dziewczyna wstała z łóżka i stwierdziła, że jeżeli ma kupić tą sukienke to właśnie w tym momencie. Powlokła nogę za nogą i w końcu dotarła do drzwi od domu. Założyła czarne trampki i otworzyła drzwi. Pełną piersią odetchneła świeżym powietrzem. Zamknęła za sobą drzwi i włożyła rece do niebieskiej bluzy z napisem /Make you Believe/. Przez chwilę zastanawiała się do jakiego sklepu iść, aż w końcu stwierdziła, że pójdzie do galeri i tam coś odpowiedniego wybierze. Jak wiec postanowiła to tak zrobiła, po nie całych 20 minutach była już w galeri. Weszła schodami do góry i jej wzrok przykuła piękna czarna sukienka do kolan z rękawami do łokcia, która miała u góry biały kołnierzyk, ta piękna sukienka znajdowała się na wystawie sklepu Fashion. Lena od razu tam poszła, przymierzyła sukienkę, leżała na niej jakby była dla niej stworzona. Kupiała ją, kosztowała 200 zł.
- Nieźle jak na taką sukienkę- mrukneła do siebie
Wyszła ze sklepu i z galeri. Wolnym krokiem ruszyła do domu. Wogule się nie śpieszyła, jakby miała całe wieki do dotarcia, i wydawało jej się, że własnie tak jest. Ogółem nie miala po co wracac do domu. Brat ją nienawidzi, mama nie żyje, tata odzywa się do niej jednym słówkiem gdzy czegoś od niej oczekuje, a siostra, a no własnie siostry nie widzialala, odkąd dowiedziala się, że mama nie żyje. Szła sobie tak rozmyślając, że aż nie zauważyłam chłopaka przed sobą i na niego wpadła. Podniosła głowe mamrocząc ciche przepraszam. Spojrzała się w te lazurowe oczy, już je skądś znała. No tak to był Dominik, dość często się ostatnio na niegi natykala. Uśmiechneła sie, i w zamian tego otrzymała jeden z najbardziej olśniewajacych uśmiechów jakie w życiu widziała.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Obudziła się po kilku godzinach. Otworzyła swoje zmęczone oczy i rozejrzała się do okoła. Nadal była w szpitalu, myślała, że to tylko zły sen, ale niestety była to rzeczywistość. Cicho do siebie westchneła i zobaczyła jakąś postać na krześle. Przyjarzała je się dokładniej, był to je brat. Była zaskoczna, chciała z nim nawiązać rozmowę, ale on nic nie odpowiadał. Lena chciała już się odwrócić na drugi bok i spróbować znów zasnąć, ale usłyszała głos swojego brata.
- To przez Ciebie mama zgineła
- Kevin, przecież mnie tam nie było- powiedziała zaskoczona Lena
- No właśnie nie było Cię, mama przez cały czas była smutna i jednocześnie zła, i nie wie czy tata Ci mówił, ale to mama prowadziła samochód i nagle straciła panowanie nad kierownicą, i dalej i dalej już wiesz....Gdybyś tam była nic by jej się nie stało!!- Kevin krzyczał był zrospaczony, ale też wściekły
Lena chciała coś powiedzieć, chociażby się wytłumaczyć, ale Kevina już nie było. Wstał z krzesła i wyszedł z sali zatrzaskując za sobą drzwi.
Pierwszy raz Lenie zakręciły się łzy w oku i potem swobodnie poleciały po jej śnieżnobiałych policzkach. Do pokoju weszła pielęgniarka i powiedziała jej, że tata ją wypisał ze szpitala, z powodu jakiś spraw rodzinnych. Czarnowłosa dziewczyna przytakneła głową, że już się ubiera. Lena ubrała się w swoje rzeczy z dnia kiedy samochód jś potrącił. Gdy się ubierała nagle przyszła jej na myśl pewna rzecz. Przecież gdy samochód potraci człowieka to nie wychodzi on z tego tylko bólem głowy. Zastanawiała się nad tym, ale żadne logiczne wyjaśnienie nie przychodziło jej na myśl. Gdy skończyła się ubierać, wyszła z sali i wyszła ze szpitala. Odetchneła świeżym powietrzem pełna piersią. Zobaczyła znany jej bardzo dobrze samochód. Czarne BMW na którego punkcie tata miał świra. Lena westchneła i weszła do auta. Tata się z nią przywitał zwykłym Cześć i Jak Się Czujesz. Córka mu odpowiedziała na wszystkie jego pytania. Później gdy już odpowiedziała, reszta drogi mineła w ciszy. Tata podjechał pod dom, wielką wille. Lena nie mogła narzekać na brak kasy, można by było powiedzieć, że jest bogata. Szybko wyszła z auta, weszła do domu i ruszyła do swojego pokoju. Rzuciła się na łóżko, i zerkneła na telefon. Około 20 nie odebranych połączeń i 10 nieodebranych wiadomośći. Nie chciało jej się odpisywać, a czym bardziej oddzwaniać. Gdy doszła do wniosku, że zostawi telefon w spokoju, nagle ktoś do niej zadzwonił.
 

 
hejka , nie wiem czy podobają si wam moje opowiadania i czy mam dalej je pisać. Prosze powiedzcie co o nich sadzicie.